Lamine Yamal – cudowne dziecko Barcelony i reprezentacji Hiszpanii – staje się symbolem bezlitosnego wyścigu współczesnego futbolu. Młody piłkarz, który jeszcze nie skończył 18 lat, ma już na koncie ponad 130 rozegranych meczów. Jego eksploatacja pokazuje, że piłka nożna stała się biznesem, który coraz częściej zapomina o zdrowiu zawodników.
Konflikt między Hansim Flickiem a Luisem de la Fuente tylko odsłania głębszy problem – starcie interesów klubów i reprezentacji, które toczą walkę o fizyczne i mentalne zasoby młodych gwiazd.
Klub kontra reprezentacja – przepychanki o zdrowie Yamala
Barcelona zgłosiła uraz Yamala tuż po tym, jak selekcjoner Hiszpanii powołał go na jesienne mecze kadry. Już we wrześniu sytuacja była napięta – 18-latek skarżył się na ból w pachwinie, lecz mimo to Luis de la Fuente wystawił go dwukrotnie w podstawowym składzie, a zawodnik miał przyjmować środki przeciwbólowe.
Decyzja selekcjonera rozwścieczyła Hansiego Flicka, który otwarcie stwierdził, że musi chronić zdrowie swoich piłkarzy.
De la Fuente odpowiedział ostro: przypomniał, że Flick sam był selekcjonerem Niemiec i powinien lepiej rozumieć realia pracy z kadrą.
Ostatecznie, po interwencji dyrektora sportowego Deco i rozmowach z przedstawicielami reprezentacji, Yamal został w Barcelonie, trenując indywidualnie. Plan zakłada jego powrót do gry po przerwie reprezentacyjnej – częściowo przeciwko Gironie i Olympiakosowi, a pełne 90 minut ma rozegrać 26 października w El Clásico z Realem Madryt.
Lamine Yamal – najbardziej eksploatowany nastolatek w historii futbolu
Statystyki są alarmujące.
W wieku 18 lat Yamal ma już ponad 8150 minut w seniorskiej piłce, czyli więcej niż Jude Bellingham, Pedri czy Gavi w tym samym wieku.
Dla porównania:
- Bellingham – 6216 minut
- Gavi i Pedri – około 4000 minut
- Romelu Lukaku – przekroczył 100 meczów dopiero po ukończeniu 18 lat
Yamal dokonał tego siedem miesięcy przed osiągnięciem pełnoletności. Choć niedawno zajął drugie miejsce w plebiscycie Złotej Piłki, faktem jest, że w tym sezonie opuścił połowę ligowych meczów z powodu przeciążenia. To jasny sygnał, że jego organizm zaczyna protestować.
Fabryka bez przerwy – piłkarze w pułapce kalendarza
Ten sezon jest szczególny: z jednej strony Klubowe Mistrzostwa Świata, z drugiej – nadchodzący mundial w Ameryce Północnej.
Wielkie kluby mają zaledwie 20–21 dni przerwy między sezonami, podczas gdy sportowcy NBA czy MLB odpoczywają nawet 14–15 tygodni.
Piłka nożna stała się globalną fabryką, w której zawodnicy są tylko trybikami w maszynie do generowania zysków.
Przykłady mówią same za siebie:
- Moises Caicedo (Chelsea) w dwa tygodnie pokonał 25 tysięcy kilometrów, łącząc grę w klubie i kadrze,
- Ronald Araujo (Barcelona) wystąpił w lidze 46 godzin po meczu reprezentacji, zmieniając strefę czasową,
- wielu piłkarzy, jak Valverde, Bastoni czy Fabian Ruiz, gra ponad 70 spotkań w sezonie.
To nieludzki reżim, który nie pozostaje bez konsekwencji.
Eksperci biją na alarm: „Piłkarze są zajeżdżani jak konie”
Juergen Klopp wprost nazwał Klubowe Mistrzostwa Świata „najgorszym pomysłem w historii piłki”.
Podobnie myśli były reprezentant Anglii Joe Cole, który porównał sytuację zawodników do „zajeżdżania konia”:
– Chcesz, żeby koń wystąpił w najlepszej formie, ale jeśli używasz go bez przerwy, to jego poziom zaczyna spadać – powiedział Cole.
Mimo ostrzeżeń, kalendarz rozgrywek wciąż się rozrasta.
Wkrótce zobaczymy mundial z 48 drużynami, rozgrywany w ekstremalnych warunkach klimatycznych, a piłkarze będą grać jeszcze częściej.
To błędne koło, w którym biznes wygrywa z rozsądkiem.
Klubowe laboratoria i… szpitale
Paradoksem jest fakt, że kluby inwestują ogromne środki w monitoring zdrowia zawodników.
Chelsea chwali się wykorzystaniem dronów, GPS-ów, analiz hormonalnych i biomechanicznych, a mimo to drużyna wygląda jak szpital.
W jednym meczu z Liverpoolem londyńczycy mieli aż ośmiu kontuzjowanych graczy, a trener Enzo Maresca musiał kończyć spotkanie z Reece’em Jamesem na środku obrony.
Problem nie leży w technologii, lecz w braku czasu na regenerację.
Presja wyniku sprawia, że zawodnicy wracają po kontuzjach zbyt szybko, a ich przeciążone organizmy nie wytrzymują kolejnych cykli meczowych.
Lamine Yamal – skarb futbolu, który trzeba chronić
Lamine Yamal jest nie tylko nadzieją Barcelony, ale też symbolem młodego pokolenia zawodników, którzy płacą zdrowiem za tempo współczesnej piłki.
Jeśli świat futbolu nie zatrzyma się choć na chwilę, by pomyśleć o ludzkich granicach, takich przypadków będzie coraz więcej.
Flick i De la Fuente mogą kłócić się o to, kto ma rację, ale prawdziwe pytanie brzmi: czy w tym wyścigu ktoś jeszcze pamięta, że piłkarze to ludzie, nie maszyny?


Brak komentarzy